W dobie smarfonów nagrywanie rozmów, czy to bezpośrednich czy telefonicznych, jest dziecinnie proste. Możliwości te masowo wykorzystują osoby pozostające ze sobą w konflikcie. Dotyczy to także osób w trakcie rozwodu. W zasadzie do rzadkości należą już przypadki, że przychodząca do mnie osoba w sprawie o rozwód, nie dysponuje jakimś - mniej czy bardziej istotnym (z prawnego punktu widzenia) nagraniem. Nawet jeśli nie dysponuje, to chciałaby dysponować, tylko nie wie, czy to jest legalne.
Więc jak? legalne czy nie legalne ? Podkreślmy, że chodzi o przypadki, gdy druga strona nie wie, że jest nagrywana.
Pomijając etyczno-moralne aspekty tego zagadnienia a także rozważania doktrynalne, sprawa wygląda następująco:
- brak jest jakichkolwiek przepisów zakazujących czy w jakikolwiek sposób regulujących kwestię nagrywania rozmów, w których osobiście uczestniczymy (w przeciwieństwie do tzw. podsłuchiwania, czyli nagrywania rozmów osób trzecich, które jest ściśle regulowane przez prawo)
- brak jest jakichkolwiek przepisów zakazujących wykorzystania takich nagrań w „obronie własnych interesów” czyli np. w sprawie sądowej
- sądy dopuszczają dowody z nagrań na takich samych zasadach jak wszelki inne dowody – tzn. pod warunkiem prawidłowego, pod względem formalnym, zgłoszenia takiego dowodu oraz pod warunkiem, że dowód ten może przyczynić się do ustalenia faktów istotnych dla sprawy.
Moim zdaniem wykorzystanie nagrań w związku z toczącą się sprawą o rozwód jest zgodne z prawem. Nie przekonują mnie argumenty przeciwników tej tezy wskazujących, że mamy tu do czynienia z naruszeniem dóbr osobistych, prawa do prywatności itp.
Bo jaka jest prawna różnica pomiędzy utrwaleniem głosu i wykorzystaniem go w sądzie w postaci nagrania a utrwaleniem wizerunku na zdjęciu (bez zgody osoby fotografowanej) i wykorzystaniem zdjęcia ? – tu nikt nie kwestionuje legalności takiego działania. Albo przedstawieniem w sądzie korespondencji listowej czy mailowej – tu też nikt nie podnosi, że naruszone zostało prawo do ochrony tajemnicy korespondencji.
A jakie jest Twoje zdanie ?

Ostatnio dużo mówi się na ten temat, ja nie widzę przeciwwskazań.
Podobny problem rozważał SN w wyroku z 25.04.2013 (IV CKN 94/01): „w procesie rozwodowym w zakresie wykazania winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego służyć może także nagranie rozmów prowadzonych przez strony, nawet jeżeli tych nagrań dokonano bez wiedzy jednej z nich i w okresie trwania faktycznej separacji małżonków.”
Pozdrawiam
No właśnie, dzięki 🙂
Też uważam, żę można. Osobną kwestią jest ocena takiego dowodu przez sąd . Nie zawsze wniosi sądu są zbieżne z wnioskami osoby nagrywającej. Zawsze warto się zastanowić, co przedstawić sądowi.
Pokażę sprawę od innej strony. Osoba idzie na „rozmowę” do drugiej osoby z zadaniem i motywacją, żeby ją nagrać i żeby wyciągnąć z niej określone informacje, które posłużą jako dowód w sądzie na rozprawie rozwodowej. Tak kieruje rozmową, aby padły określone sformułowania – podpuszcza, zadaje kilka razy te samo pytanie, momentami wręcz rozmowa na charakter przesłuchania. Czy jest to rzetelny dowód?
Druga sprawa – jaka jest różnica w podsłuchiwaniu osób trzeich (np. pozostawiając podsłuch w mieszkaniu, samochodzie itp.), a podsłuchiwaniu rozmowy z tą osobą uczestnicząc w niej? I w jednej i w drugiej sytuacji osoba nie wie, że jest nagrywana i nie chce być nagrywana. Nie rozumiem tak zróżnicowanej interpretacji prawa – czy jest to gdzieś zapisane?
Czy kłamstwa w zeznaniach w sprawie rozwodowej będą udowodnione gdy są dowody na to drugiej strony?